Work life balance
czyli Kabaret Hrabi w McDonaldzie
To był jedna z wielu tras. Nie pamiętam czy z Warszawy do Katowic, czy ze Szczecina do Rzeszowa, może to był Lublin, a może podróż do Szklarskiej Poręby w czasie remontu gierkówki objazdem przez Poddębice, Warkę i Syców. Mylą mi się podróże, drogi zlewają się w jedną ścieżkę mieszają się pory roku.
Jedno wiem na pewno. To musiał być McDonald. Paskudnie tłuste, niemożliwie słodkie i po pachy wypełnione dziwnymi specyfikami jedzenie. Szybka obsługa, z drive thru i z kawą o największej zawartości kofeiny w jednym kubku. Miejsce często zatłoczone zwłaszcza na tych bardziej popularnych trasach i w okolicach godziny szczytu. To zatem musiał być jakiś mak na uboczu, a może było już za późno, bo wielkiej kolejki nie pamiętam. Pamiętam jedynie że przede mną po kawę, stał jakiś dryblas, o zagadkowo znajomym głosie.
Byłem zmęczony więc nie miałem wielkiej chęci na przeprowadzenie kwerendy mojego prywatnego katalogu głosów więc stałem cierpliwie w oczekiwaniu na swoją kolej by napełnić kubek wspierającym w dalszej podróży energetykiem. Nagle dryblas odwrócił się i zobaczyłem jego twarz. Twarz doskonale mi znaną, choć nie był to żaden przyjaciel, ani znajomy. Uśmiechnąłem się do niego co spotkało się z podobną odpowiedzią.
Po chwili mnie olśniło i poznałem typa, więc i mój początkowo standardowy uśmiech z kategorii macdonaldowej kolejki zamienił w olśniewający błysk w oku, co nie uszło uwadze mojego przedstacza i również lekko zmodyfikował swoją minę. Choć mówienie że lekko zmodyfikował swoją minę, dla tego gościa mogłoby być obraźliwe. Zwłaszcza że modyfikacja nie była banalną zmianą uśmiechu nr 3 na uśmiech nr 5. To było raczej wciśnięcie tam sporej porcji cytryny. To był nadal uśmiech ale uśmiech człowieka, który obawia się nadchodzących zdarzeń. Wie, że przed nimi nie ucieknie. Po prostu nie może. Bierze niechętnie głęboki wdech i zakłada wysłużoną maskę.
Gdyby ktoś obdarzony supermocą tłumaczenia cichych dialogów na język zrozumiały dla reszty świata był świadkiem tej niezwykłej wymiany zdań mógłby, albo mogłaby w swoim sztambuchu napisać relację z tego krótkiego spotkania. A brzmiałaby następująco.
– Oooo. Dzień dobry!
– Dzień dobry…
– Ja pana… Nie to nie możliwe… Ja pana chyba znam…
– Tak? Być może…
– Oczywiście, że pana znam! Już wiem pan jest ten małpolud z kabaretu. Znaczy przepraszam pan Bajer prawda. Pan z Kołaczkowską, i Kamysem, prawda? Jesteście zjawiskowi! Uwielbiam Was!
– No tak Bajer. To ja. – pada z ciężkim westchnieniem
– Ale super nikt mi nie uwierzy Bajer w mc Donaldzie ale numer! Normalnie to mógłby być super materiał na skecz prawda? Panie Bajer kochany…opowiedz pan jakiś żart. Jak powiem żonie to nie uwierzy…
– Niewykluczone, ale wie pan co? Jestem lekko skonany. Jadę z… Zresztą nieważne skąd. Jadę do… Zresztą nieważne dokąd Nie specjalnie mam teraz nastrój na żarty… Strasznie pana przepraszam.
– Nie no skąd. Panie Bajer. Niech się pan nie wygłupia. Rozumiem, każdy potrzebuje czasu na naładowanie baterii. Szacuneczek. Żaden problem.
To może trwało kilka sekund, może kilkanaście. Wymieniliśmy spojrzenia, uśmiechy, okrasiliśmy to niewiele znaczącym komentarzem i rozeszliśmy się w swoje strony.
Work life balance
Dlaczego o tym piszę? Bo praca trenera jest trochę połączeniem rzemiosła i sztuki. Jesteśmy trochę jak aktor czy kabareciarz. Często mierzymy się z napiętym harmonogramem, wymagającą pracą z klientami i wyzwaniami zawodowymi, które mogą prowadzić do przeciążenia i braku równowagi. Przychodzi jednak czas występu i trzeba być na niego przygotowanym nie tylko merytorycznie ale również i mentalnie. Dlatego warto zadbać o równowagę między pracą, a życiem prywatnym, między domem, rodziną, zainteresowaniami, klientami, szkoleniami sesjami mentoringowymi itp.
Rzecz jasna kiedy mówimy o work life balance nie chodzi o to by przy pomocy ekierki cyrkla i linijki wytyczać precyzyjnie granice między jednym a drugim światem. Nie chodzi też o to, by wyznaczać punkt leżący dokładnie pośrodku osi czasu tak by dzielić czas po równo. Czasem jak linoskoczek musisz kiwnąć się dwa czy trzy razy w lewo, ale za którymś razem dla równowagi przechylić się i w prawą stronę. Tak żeby wszystkie obszary życia które potrzebne nam są do utrzymania dobrostanu były w równowadze.
Dla niektórych priorytetem będzie praca i ten obszar będzie dominował w ich życiu, przyjaciele, rodzina, hobby będą dla tej osoby mniej ważne. Może być też odwrotnie. Kontakt z najbliższymi będzie na tyle kluczowy, że rezygnacja z wyzwań zawodowych , które ten kontakt z bliskimi zakłócą, będzie całkowicie naturalnym wyborem. Ale zarówno ci pierwsi nie zrezygnują z bliskich jak ci drudzy nie zrezygnują z pracy.
Równowaga
Równowaga jest niezwykle dla trenera czy trenerki istotne, ponieważ stanowi klucz do efektywności jak i do satysfakcji zawodowej. Prowadzenie szkoleń potrafi być mocno wyczerpujące. Z jednej strony mamy rzemiosło polegające na efektywnym przekazywaniu wiedzy, z drugiej strony chcemy zabłysnąć, chcemy dodać odrobinę efektowności i więc angażujemy się niezwykle emocjonalnie.
Równowaga chroni nas przed wypaleniem zawodowym i pozwala na utrzymywanie kreatywności na najwyższym możliwym poziomie, tak by reagować na potrzeby rynku, klienta czy uczestnika na szkoleniu. Jako nauczyciele nie ponosimy odpowiedzialności za transfer kompetencji, ale niejedno z nas czuje się odpowiedzialne.
Bez równowagi nie będzie kreatywności, bez kreatywności nie będzie inspirujących wydarzeń, bez inspiracji nie będzie efektu wow. I zginiemy w szarzyźnie tych samych trenerskich chwytów retorycznych.
Najczęstsze wyzwania dla trenerów
Podróże
Praca trenera nie należy do kategorii nine-to-five job 9-17. Nawet jeżeli jesteś trenerem wewnętrznym na etacie to nie unikniesz gonitwy myśli związanej z pracą przed dziewiątą i po siedemnastej, a to dopiero początek. To niezwykle intensywne podróże służbowe. Setki jeżeli nie tysiące kilometrów spędzonych za kółkiem. Trasa Szczecin Rzeszów, albo Suwałki – Jelenia Góra to nierzadko chleb powszedni. Możemy ten czas spędzić mniej lub bardziej efektywnie. To czas na podcasty, to czas na audiobooki, choć częściej to czas na muzyczną playlistę, która pozwoli się odstresować i odpocząć. Samochód pozwala na szybki i niezależny transport, ale jeżeli chcemy na prawdę wykorzystać ten czas to musimy się przesiąść na pociąg. Zajmie to nam więcej czasu i energii, ale dzięki temu możemy skupić się na czytaniu książek, albo oglądaniu filmów, a nie na pilnowaniu uczestników ruchu drogowego.
Czas pracy
Kolejnym wyzwaniem są nietypowe godziny pracy. Jeżeli zaczynam szkolenie o 9.00 to na miejscu powinienem być najpóźniej o ósmej. Pół biedy kiedy robimy szkolenie w mieście w którym mieszkamy. Gorzej kiedy trzeba ruszyć w trasę. Szkolenie kończy się o czwartej, piątej, szóstej. Zanim się ogarniemy minie jeszcze najmarniej pół godziny a tu trzeba wsiadać w samochód i jechać do kolejnego miasta. Albo co gorsza zdążyć na pociąg. Trzeba bo to jest już ostatni rejs tego dnia.
Może być też tak, że uczestniczymy w projektach wielodniowych. Wyjeżdżamy w niedziele wieczorem i wracamy w piątkowe popołudnie. Cały tydzień na walizkach, kończymy szkolenie o 5. uczestnicy idą na imprezę, a ty człapiesz do pokoju, bo musisz przygotować się na następny dzień. Szkolenie może odbywać się w jakimś atrakcyjnym miejscu. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia, bo po ośmiu godzinach prowadzenia zajęć jedyne na co masz ochotę to prysznic i spanie. Nie robi na tobie najmniejszego wrażenia, ani migająca wieża Eiffla, ani widok na Giewont, za oknem. Ani tam nie pójdziesz, ani się widokiem nie nacieszysz bo ciemno wszędzie i głucho wszędzie.
Przydałby się szybki prysznic i skok w pierzynę, ale przecież, zanim będziesz mogła chwilę odpocząć najpierw czeka Cię sesja telefoniczna/esemesowa/mailowa (niepotrzebne skreślić) z oczekującym natychmiastowej liczonej w ułamkach sekund reakcji z klientem. Podczas warsztatów nie odbierasz telefonu. Tryb nie przeszkadzać rewelacyjnie filtruje niechciane rozmowy i powiadomienia, ale przychodzi czas w którym trzeba się zmierzyć z nawałem informacji.
Pokusa wiecznego rozwoju
A kiedy przychodzi weekend i chciałabyś czy chciałbyś poleniuchować odrobinę spędzić czas z rodziną, dziećmi partnerem czy partnerką poranny budzik zrywa Cię z nóg bo przecież nie możesz się spóźnić na zajęcia. Dodatkowe szkolenia, studia podyplomowe, certyfikacje i kolejne pogłębienie tematu. Bez tego stoisz w miejscu, a kto stoi w miejscu się cofa. Nie możesz przecież na to pozwolić. Musisz tam być, musisz ten kurs zaliczyć, musisz ten certyfikat odnowić i wspiąć się na kolejny krąg wtajemniczenia.
Czujesz że to Cię przerasta. Za dużo czasu spędzasz w pracy, zbyt dużo narzucasz sobie na głowę? Uważaj. To nie prowadzi do niczego dobrego. Przyjrzyjmy się prostemu systemowi, który pozwoli Ci poukładać sobie te puzzle. To będzie garść rozwiązań, z których możesz ułożyć sobie całkiem sprawny system zarządzania firmą życie spółka zoo.
Narzędziownik mentalny
Planowanie czasu
To jest niezwykle istotne aby nasza trenerska praca miała solidne ramy czasowe. I tutaj nie wystarczy trzymać się jedynie reguły 80/20 która w tej odsłonie mówi, by planować tylko 80 procent czasu a 20 zostawić na nieprzewidziane sytuacje. W praktyce te proporcje trzeba mocno zmienić. Po pierwsze dzień, tydzień, miesiąc rok koniecznie musisz podzielić na trzy części. Pracę, odpoczynek i rodzinę. Termin praca nie pozostawia chyba w waszej głowie najmniejszych wątpliwości.
Natomiast obszar odpoczynek, już nie jest taki oczywisty. Bo to nie tylko sen, to też czas na sesję nudy, (znaczy się medytacji rzecz jasna. W XXI wieku nikt się nie nudzi. Wszyscy medytują). To jest czas tylko dla ciebie. Czas który w 100% możesz poświęcić sobie, swoim myślom, swojej głowie i swojemu ciału.
Odpoczynek to też czas kiedy idziesz na siłownię, rower czy bieganie. Zmęczysz się rzecz jasna fizycznie, ale nie musisz wówczas myśleć o pracy. Słuchasz Żulczyka, a nie Ferrisa.
Obszar rodzina, to tez nie tylko partner czy dzieci. To jest ogół zdarzeń które możesz dzielić ze swoimi najbliższymi. Rodzinne święta, wakacje z przyjaciółmi, wieczorne czytanie bajek dzieciom, czy małżeński maraton serialowy wieczorami.
Bądź elastyczny
Te obszary będą się rzecz jasna przenikać. Bo kiedy będziecie siedzieć wieczorem przy akompaniamencie przygód waszej ulubionej bohaterki zdacie sobie relacje z tego co się działo w pracy. Kiedy pójdziecie biegać, Ferris czy Kuźniar z Puckiem mogą wpaść wam w słuchawki. Ale mimo tego warto stawiać dość solidne granice. Tak by mieć czas na wszystko.
Kolejnym punktem jest też planowanie dni wolnych. Święta, ważne rocznice, weekendy ( a może tylko soboty, albo tylko niedziele). Bardzo łatwo wpaść w kierat, w nieustający stan poczucia marnowania zasobów. NIgdy nie będzie tak, że wykorzystamy całą zmianę, całą uwagę i całą energię na pracę. Czasem trzeba odpuścić i odpocząć. Jeżeli tego nie zaplanujemy z pewnością do tego nie dojdzie. A my skończymy jako starzy, zmęczeni, sfrustrowani, samotni pracoholicy.
Stawianie granic
Oczywiście możemy sobie zaplanować nasz czas do najdrobniejszej sekundy. Przełożyć to na papier. Dużą tablicę wiszącą nad biurkiem, albo w pełen kolorów, zawijasów podkreśleń i falbanek bulletowy notatnik, kupiony w promocji za cenę tysiąca szkolnych zeszytów. I tak nic z tego nie wyjdzie jeżeli nie będziemy potrafili powstrzymać naporu różnych przeszkadzaczy.
Ja tylko na chwilkę.
Przed momentem wysłałem Ci mejla. Możesz odpowiedzieć?
Twoja publikacja dotarła do 960 odbiorców.
Janek Kowalski zareagował na posta…
Pierwsza rzecz to określenie godzin pracy i trzymanie się ich. Bez względu czy jesteś na etapie Tima Ferrisa i pracujesz 4 godziny tygodniowo, czy profesora Matczaka i pracujesz 16 godzin dziennie ustal ramy się ich trzymaj. Wiem że to trudne. Zwłaszcza gdy się jest freelancerem, czy soloprenerem. Trudno o 16 podbić kartę i wrócić do domu, ale staraj się trzymać harmonogramu. To pozwoli ci realizować zadania z poza pracowych obszarów. Pamiętasz? Przed kilkoma chwilami planowaliśmy je.
Blokowanie czasu
Samo wyznaczenie czasu pracy nie wystarcza. Dla efektywności warto wykorzystać blokowanie (chociażby do pracy głębokiej) czy grupowanie zadań. Nie musisz pracować przy stale włączonym programie pocztowym. Ustal godziny w których tam zaglądasz i robisz porządek w korespondencji. Nie musisz pracy kreatywnej w stanie głębokiego skupienia przerywać bo właśnie w tej chwili potwierdzić przelew, który i tak z powodu późnej godziny wyjdzie z twojego konta dopiero jutro rano. Grupuj zadania, by maksymalizować energię potrzebną do ich wykonania. Nie mieszaj automatycznych i administracyjnych czynności z zadaniami wymagającymi twojej kreatywności i polotu. Skończy się to tym, że wykreujesz produkt zalatujący szarzyzną, a wypełnianiu tabelek popełnisz błąd i cały wykres się rozsypie.
Doprecyzowanie planu działania w twoim kalendarzu to dopiero pierwszy krok. Jest jeszcze drugi niezwykle ważny. Trzeba o tym powiedzieć światu. Bo nie każdy jest tak sprytny jak ty i nie dzieli dnia na bloki nie grupuje zadań, nie odcina się od poczty czy social mediów. W czasach gdy informacja przenosi się z prędkością światła ludzie przyzwyczajeni są do szybkich odpowiedzi. Bez znaczenia czy grają w CSa czy czekają na mejlową odpowiedź od żywego człowieka. Brak reakcji w stosunkowo krótkim czasie może stanowić źródło niepotrzebnego konfliktu, a tego przecież nie chcemy. Warto więc dać wyraźnie wszystkim znać dlaczego nie powinni spodziewać się odpowiedzi ASAP i kiedy jest na nią szansa.
To może być autoresponder w którym serdecznie dziękujesz za wiadomość, informujesz o twoim trybie czytania mejli jednocześnie zapewniając że żadna informacja nie umknie twojej uwadze. Kończysz trochę na wyrost podziękowaniami za wyrozumiałość i wspominasz w PSie że gdyby jednak było coś niezwykle pilnego to prosisz o ponowny kontakt. Możesz też umieścić odpowiednią notatkę w swoim profilu na wszelkiej maści komunikatorach. „Pracuję i mam włączony tryb nie przeszkadzać. Na wszelkie pytania odpowiem po godzinie…”
Delegowanie zadań
Przy planowaniu z godnie z zasadą 80/20 natrafiamy zazwyczaj na pewien problem. Otóż lista zadań które chcemy zakończyć w żadnym razie nie chce się zmieścić w tych 80%. Ba zdarzają się również sytuacje w których nawet w 100% nie upchniemy. Cóż wtedy nam przyjdzie czynić? Z pomocą przychodzi rzecz jasna matryca Eisenhowera. Przepisujemy naszą listę w tabelkę pilne/niepilne, ważne/nieważne i to co znajduje się w ćwiartce pierwszej zrób od razy to co w ćwiartce drugie zaplanuj, a to co w ćwiartce trzeciej i czwartej zdeleguj. Skorzystaj z usług wirtualnej asystentury, zaplanuj automatyzacje. Sposób jest kwestią wtórną. Najważniejsze by zeszło to z twojej listy do zrobienia.
Zainwestuj w swoje zdrowie
W codziennym pędzie nie możesz zapominać o swoim zdrowiu. To jest niesamowite, że potrafimy chuchać i dmuchać na nasz samochód, wlewać paliwo najwyższej jakości, czyścić skrupulatnie dopasowanym do materiału detergentem, przykrywać samochód na zimę i odwiedzać regularnie mechanika. Dlaczego nie robimy tego też i z naszym ciałem. Z naszą osobistą machinerią. To jest niezwykle istotne. Kiedy samochód się popsuje kupimy sobie nowy, kiedy popsujemy się my nowego ja nie będzie,
Aktywność fizyczna, odżywianie i sen to rzeczy o których nie możemy zapomnieć. Regularne ćwiczenia zwiększają poziom energii. Będzie to nam potrzebne zarówno podczas szaleństw na sali szkoleniowej, ale także podczas godzin spędzonych przed komputerem. Wysiłek fizyczny obniża poziom stresu, pomaga nam lepiej się skoncentrować i poprawia nastrój. Wybierz taką aktywność która sprawia ci przyjemność. Kilka razy próbowałem się przekonać do biegania. Bez skutku. Nudzi mnie to i męczy. Ale rower to co innego. Zawsze cieszy. Niezwykle istotne jest zadbanie o tę sferę w podróży. Planujesz szkolenia wyjazdowe? Sprawdź czy w hotelu jest fitness klub, czy okolica jest bogata w alejki do krótkich spacerów. Kiedy twój plan jest napięty zaplanuj aktywności w międzyczasie. Krótki spacer, ćwiczenia rozciągające, Ale też alert na Apple Watch, by wstać i poruszać się kilka minut po 60 minutach siedzenia.
Dobrze się odżywiaj
Odżywianie jest niezwykle istotnym i często lekceważonym elementem naszej pracy. Obiady szkoleniowe są zawsze na propsie, ale nie zawsze mamy możliwość robienia szkoleń w super wymyślnych hotelach z restauracją zarządzaną przez finalistów masterchefa. Częściej jesteśmy skazani na przeciętność stołówki. A to raczej nie odbije się pozytywnie na naszym dobrostanie. Unikaj fastfoodów i jedzenia w pośpiechu. To co powiem będzie trochę wbrew obecnym dietetycznym modom. Zapomnij o wynalazkach i eksperymentach. Stare dobre żet pe powinno być fundamentem twojego jadłospisu. Dieta zróżnicowana, która w odpowiednich proporcjach dostarczy wszystkich niezbędnych składników żywieniowych. Na tyle by wyposażyć twój osobisty mechanizm w zasoby potrzebnej energii.
Zadbaj o sen
Sen to kolejna ważna kwestia. To mniej więcej 1/3 naszego życia. Dobry sen pozwala na lepszą koncentrację i ,mniejsze szanse na wypalenie. Ustal sobie stały harmonogram snu, nawet w dni wolne czy podczas urlopu. Ogranicz elektronikę w ostatnich godzinach przed zaśnięciem. Zastosuj ćwiczenia relaksacyjne by ułatwić szybkie zaśnięcie.
To w nocy a co możemy robić w ciągu dnia. Kiedy płynie 960 minut naszej aktywności?
Bądź tu i teraz
Zawsze kiedy czy to na szkoleniu czy na jakimś spotkaniu opowiadam o aplikacji Uważność na Apple Watchu spotykam się lekko kpiącymi uśmiechami politowania. Czego to nie ci Amerykanie nie wymyślą. A tymczasem ćwiczenie uważności pomaga na skupieniu się na tym co dzieje się tu i teraz. Pomaga zredukować napięcia i stres. Co to daje trenerom? Mogą być w pełni obecnymi podczas prowadzenia szkolenia dzięki czemu interakcje z uczestnikami będą bardziej świadome. Jest mnóstwo ćwiczeń które pomagają szlifować uważność. Mogą to być proste ćwiczenia oddechowe, w których skupiamy się na tym jakimi drogami powietrze przepływa. Mogą być też podobne procedury podczas picia wodą czy herbaty. Zamiast pić w pośpiechu ryzykując zachłyśnięcie skupiamy się na smaku, zapachu, temperaturze, barwie itp.
W grę wchodzić też może klasyczna medytacja, albo modlitwa. Wystarczy 10 minut dziennie by po kilku dniach zauważyć efekty.
Oddychaj głęboko
Niezwykle potężnym narzędziem są ćwiczenia oddechowe. Kilka głębokich wdechów prowadzi do obniżenia tętna, lepszego przepływu tlenu do mózgu czy zmniejszenia poziomu kortyzolu. Spróbuj od razu. Polecam metodę 4-7-8. Bierzemy wdech przez 4 sekundy, trzymamy powietrze w płucach przez siedem i wypuszczamy powoli przez kolejne 8. Możesz też położyć się na moment. Umieścić rękę na brzuchu i oddychając skupić się na pracy przepony. A po każdej sesji szkoleniowej czy to będzie przedpołudnie na sali, czy godzinna sesja w online wyjdź na świeże powietrze weź kilka głębokich oddechów i pozwól sobie na moment odprężenia.
Przygotowanie mentalne
Dla wielu osób wyjście na środek sali i rozpoczęcie czy przeprowadzenie szkolenia wiąże się ze stresem. W dużej mierze źródłem naszego stresu jest przekonanie o tym że się nie nadajemy, że nie podołamy wyzwaniu, że sala nas przewyższa doświadczeniem i zje na przystawkę. Impostor w pełnej krasie.
Jest na to też kilka sposobów.
Pierwsza rzecz zanim sięgniemy po różne jak to niektórzy mawiają psychologiczne sztuczki to zadbanie o fundamenty. Nic tak nie niweluje naszej niepewności i poczucia bycia nie na miejscu jak solidne przygotowanie do szkolenia. Upewnij się że znasz treści, o których będziesz mówić. Przećwicz w domu, przed szkoleniem wszystkie moduły. Stań przed lustrem albo nagraj się na telefonie. Przygotuj sobie plan B. Zastanów się jakie mogą paść pytania, które wprawią cie w osłupienie i odbiorą mowę. Przygotuj sobie zawczasu odpowiedzi i reakcje na potencjalnie trudne sytuacje. Świadomość tego że jesteś przygotowany redukuje napięcie i czyni twojego prywatnego Impostora, małym nic nie znaczącym impostorkiem. Kiedy ten krok masz już za sobą możesz zastosować pozostałe sposoby. Mogą to być afirmacje, gdzie stojąc przed lustrem będziesz mówił czy mówiła do siebie.
Jestem dobrze przygotowany,
To będzie inspirujące spotkanie,
Mam wiedzę i nie zawaham się jej użyć.
Mogą to być wizualizacje. Kiedy będziesz wyobrażał sobie jak sala pełna uczestników z chęcią reaguje na twoje starania. Fake it till you make it. Nie jestem zwolennikiem tej techniki. Ludzie często mieszają porządki i zamiast najpierw przygotować się gruntownie zaczynają od budowania narracji i to nie tylko w swojej głowie ale przede wszystkim w głowach innych ludzi. Tak powstają bollywoodzkie kariery i książki o bogatych ojcach. Ale też na każdego autora bestsellera przypada rzesza tych którym się to nie udało. Lepiej więc zadbać o odpowiednią kolejność.
Zarządzenie energią
No i na sam koniec wspomnę o zarządzaniu energią. Planuj przerwy między aktywnościami. Da ci to czas na regeneracje umysłu i koncentrację, dzięki czemu utrzymasz dynamikę szkolenia do samego końca. Nie spędzaj przerwy scrollując social media. Wstań podskocz wyjdź na powietrze, dotleń organizm. Pamiętaj też o przerwach na makro poziomie. Nie bierz na siebie zbyt wiele. Realistycznie oceniaj własne zaangażowanie. Masz do dyspozycji zaledwie 960 minut każdego dnia. Nie da się zrobić wszysktiego. Zjedz żabę na śniadanie. Czyli najtrudniejsze zadania planuj na czas w którym masz najwięcej energii, a rutynowe proste działania realizuj popołudniami. Wtedy możesz zwolnić.
Podsumowanie
Mentalne przygotowanie to fundament skuteczności trenera. Regularne stosowanie technik redukcji stresu, planowanie przerw i budowanie pewności siebie pozwoli Ci zachować profesjonalizm i pozytywną energię w każdym szkoleniu. Co zabierasz ze sobą po dzisiejszej lekturze/audycji. Jaką z technik work-life balance jesteś gotowa /gotowy zacząć wdrażać jeszcze w tym tygodniu? Daj proszę znać w komentarzu pod postem lub na mediach społecznościowych.
Jeżeli chcesz zapisać sobie to na później, ściągnij czeklistę 10 kroków do równowagi i mentalnego przygotowania trenera z linkami do narzędzi ten proces wspierających.
